Szkoleniowiec opuścił korporację i… się rozczarował.

Większość moich klientek to trenerki, coach’e czyli po polsku szkoleniowcy, choć to nie brzmi posh. Pracowały przez wiele lat w korporacji jako szkoleniowiec i wypalone, niezadowolona z pracy dla kogoś postanowiły opuścić korpo i przejść na swoje. A kiedy tak się stało, to okazało się:

  1. Pozyskiwanie indywidualnego klienta jest trudne – do tej pory taki szkoleniowiec nie musiał martwić się o klientów, bo jego klientem był szef, który regularnie wysyłał do szkoleniowca pracowników. Pracownik miał opłacone szkolenie i nakaz szefa w uczestnictwie, więc czy chciał czy nie, szedł i zaliczał. Szkoleniowiec nie martwił się czy to, o czym prawi interesuje uczestników i czy wynoszą z tych szkoleń cokolwiek, co w ich głowach pozostanie, bo i tak w ankietach uczestnicy pisali, że było super! W końcu wszyscy jechali na tym samym wózku.
  2. Zarabianie pieniędzy jest trudne – do tej pory na etacie szkoleniowca w korpo, wypłaty wpływały regularnie. A nawet jeśli nie był to etat, to długoterminowy kontrakt zapewniał comiesięczny wpływ na konto i to wcale nie mały. Szkoleniowiec przyzwyczaił się do pewnego stylu życia, do odpowiedniego poziomu i regularności, a teraz… bieda i zniechęcenie.
  3. Określenie i dotarcie do grupy docelowej to czarna magia – wcześniej nie musiał zaprzątać sobie tym głowy, bo uczestników zapewniam mu szef korpo. Patrz punkt 1. A pozyskiwanie indywidualnego klienta – uczestnika szkolenia jest trudne, bo trzeba ustalić kto jest w grupie docelowej. Konkretnie ustalić kim jest mój klient i gdzie go mogę spotkać, by uderzyć w te miejsca z ofertą. A że to trudne, więc grupę docelową określa na zasadzie: każdy i wszyscy 🙁 Okazuje się, że każdy i wszyscy to jednak nie jego klienci. Na koncie wciąż ZERO.
  4. Napisanie oferty dla klienta indywidualnego jest trudne – bo w korpo panuje zupełnie inny język komunikacji. Szef ma w budżecie skarpetę wypełnioną pieniędzmi na szkolenia i musi nimi rozporządzić. Zleca szkolenia, które w tym czasie są najbardziej posh, bo trzeba iść z duchem czasu, a każda korpo to nowoczesna firma i na czasie. Teraz trzeba swoją ofertą przekonać Kowalskiego, że warto się rozwijać, szkolić, podnosić kompetencje, bo Kowalski nie musi. Może jeśli tylko chce, więc trzeba zrobić tak, żeby chciał. A takich Kowalskich, by zarabiać i żyć z tych zarobków na podobnym poziomie co w korpo, to nie 3 sztuki, a dziesiątki i setki, każdego miesiąca!
  5. Obsługa klienta jest trudna – wcześniej szkoleniowiec wchodził na salę pełną uczestników, robił szkolenie, wychodził i tak do następnego razu. A teraz… teraz musi sam zadbać o rozgłos, ofertę, sprzedaż. Następnie przeprowadzić szkolenie, uzyskać feedback, poprawić co się da i sprawić, by ci klienci chcieli więcej, bo od tego zależy czy na koncie będzie kasa czy nie. A żyć z czegoś trzeba…
  6. Doświadczenie to nie wszystko – bo takich szkoleniowców, którzy mogą się pochwalić kilkuletnim czy nawet kilkunastoletnim doświadczeniem na rynku jest dużo. Trzeba się czymś wyróżnić, czymś do siebie przekonać, zwabić, zatrzymać na dłużej… Kilka dyplomów z najlepszych szkół też już nie robi wrażenia, bo inni też tam byli i też się tam kształcili. Ociekanie zajebistością to za mało…

 

Jeżeli jesteś jednym ze szkoleniowców, którzy opuścili korporację i się rozczarowali, to zapewne wiesz o czym piszę, ale…

Są i dobre wieści. Znam szkoleniowców, którzy opuścili korporację i są bardzo zadowoleni, choć na początku ich sytuacja wyglądała dokładnie tak, jak opisałam to powyżej. To, co ich łączy to udział w Akademii Kreacji Biznesu, gdzie zastąpili gadanie – działaniem i szybko, na tyle szybko, że nie zdążyli się zniechęcić, zdobyli lojalnych, płacących klientów. Uzyskali wsparcie i narzędzia, dzięki którym to, co trudne stało się łatwe i przyjemne. W końcu mogą zarabiać na tym, co kochają robić – szkoleniach.

Dołącz do Smart Business Academy. Pomogę Ci zbudować bezpieczny i opłacalny biznes. Zapraszam!

Smart Business Academy

Dowiedz się więcej