Przestań chrzanić – komunikacja w biznesie.

Wczoraj na jednej z biznesowych grup, liderka, założycielka grupy i jednocześnie trenerka biznesu ucząca komunikacji w tym asertywności, napisała tak (celowo nie umieszczam nazwy grupy oraz danych osobowych osób, o których tu mowa, bo nie chodzi o wytykanie tylko uzmysłowienie pewnych bardzo ważnych kwestii w biznesie):

Pan X (ekspert w Y) dał się namówić mi na to, by powiedzieć wam o Z. Mam nadzieje, że przekaże wam swoją wiedzę i czegoś nauczy…

Przeczytaj uważnie to zdanie i odpowiedz sobie na pytanie, czy chciałabyś jako ekspertka tak być przedstawiana? Ja osobiście nie, a dlaczego? To bardzo proste. 

  1. Jeżeli na czymś się znam i jestem uznana za ekspertkę, to nie chcę by moje kompetencje były podważane niepewnością, SZCZEGÓLNIE przez osobę, która zaprosiła mnie do współpracy. Albo jest przekonana do mojej wiedzy i ma pewność, że jej klientów nauczę i przekaże swoja wiedzę w sposób dla nich przydatny, albo niech mnie nie zaprasza.
  2. Mam nadzieję – to język niepewności, czczych życzeń, wróżek zębuszek i wróżbitów Maciejów. W biznesie ważny jest język konkretny, rzeczowy choć wcale nie pozbawiony ciepła. Jedno drugiego nie wyklucza.
  3. Mieć nadzieje można co do czegoś, za co się ręki nie da uciąć, a za ekspertów, których zapraszasz do współpracy ręczysz całą swoją reputacją. Takie gierki, że masz nadzieję, nie uchronią Cię przed utratą dobrego imienia, gdy osoba, którą zaprosiłaś do współpracy nie powie nic mądrego. To taka sama gierka słowna, jak: postaram się… bo jak nie wyjdzie, to przecież się starałaś, nie Ty bierzesz odpowiedzialność- tak robią dzieci, a nie dorosłe kobiety, biorące życie w swoje ręce.
  4. Albo jesteś czegoś pewna i wtedy mówisz o tym z całym przekonaniem używając słowa, które właśnie to podkreślają, albo milcz… W biznesie i w życiu nie ma miejsca na mam nadzieję. Chociaż można rzec: mam nadzieje, że skorzystasz z tej wiedzy mądrze i wcielisz ją w życie. Co do wykorzystania wiedzy, którą przekazujesz nie masz pewności, że zostanie słusznie i dobrze wykorzystana, tu pozostaje tylko nadzieja 🙂
  5. To zupełnie tak samo jak z udało mi/nam się. W mediach społecznościowych wiele kobiet biznesu pisze o swoich osiągnięciach, jak o czymś co się udało. Udało nam się zająć 3 miejsce w konkursie na najbardziej przyjazną firmę w Polsce. Tak, jakby zespół i klienci razem klęknęli i pomodlili się o to miejsce, no i … udało się. Zamiast Udało się, powinno być: Dzięki pracy zespołu oraz głosom naszych klientów, zajęliśmy 3 miejsce w konkursie… Dokonaliśmy tego wspólnie! Jest działanie, jest efekt!

Przy okazji pasujący tutaj kawał:

Codziennie rano pewien człowiek modli się do Boga o wygraną 6 w totolotka. I tak od dobrych kilku lat. W pewnym momencie Bóg nie wytrzymuję, wysłuchując po raz kolejny tej samej prośby i zwraca się donośnym głosem do człowieka:

  • Daj mi chociaż szansę i wypełnij w końcu kupon.

Poniżej jeszcze kilka przykładów dziecięcego a nie biznesowego języka w świecie kobiecych biznesów:

Dogadamy się – szczególnie przy ustalaniu cen. W biznesie nie ma miejsca na kombinowanie i niejasności, bo potem płacz i zgrzytanie zębami. Albo masz firmę z jasno określoną polityką cenową i jasno komunikujesz, a potem spisujesz warunki umowy, albo zapraszam na kurs z komunikacji biznesowej. Wyobraź sobie, że podejmujesz współpracę, druga firma ma wykonać dla Twojej firmy usługę, wszystkie warunki są ustalone, a kwestia ceny została pominięta zdawkowym: dogadamy się. Przychodzi czas zapłaty, dostajesz rachunek, a tam cena, na którą nie byłaś przygotowana, bo Twój budżet nie zakłada takiego wydatku. I co? Dogadaliście się? 

To nie zależy ode mnie – a od kogo? mamy, Twojego szefa, boga? Od kogo? W biznesie możesz zajmować się tylko tym, co od Ciebie zależy. Jeśli coś do Ciebie nie zależy to się tym nie zajmuj. I nie chodzi tu o takie sytuacje jak na przykład, dostawa firmą kurierską, od której zależy jakość i szybkość dostawy. Fakt, masz niewielki wpływ na to, co kurier zrobi z paczką Twojego klienta. Chodzi o sytuacje, które w całości zależą od Ciebie, a Ty używasz tego sformułowania, by oddalić od siebie odpowiedzialność. Jako właścicielka firmy odpowiadasz za całość, w tym przede wszystkim, za zadowolenie Twoich klientów.

Nie wyszło – chciałam tak i siak, a nie wyszło… – Co to znaczy nie wyszło? Takie słowa w ustach dwulatka ok, ale w ustach dorosłej kobiety biznesu to śmieszne i poniżające. Nie zrobiłaś czegoś, zaniedbałaś, miałaś za mało wiedzy, nie wykorzystałaś odpowiednich narzędzi, współpracy, bierzesz za to odpowiedzialność, a nie: nie wyszło... Nie musisz się na wszystkim znać, wiele rzeczy możesz oddelegować, ale za to czym się zajmujesz Ty odpowiadasz. Jak również za osoby, którym coś oddelegowujesz. To ty je wybierasz, w razie wtopy, Ty przepraszasz i naprawiasz błąd. Niesprawiedliwe? Nie wiem, za to wiem, że jesteś dorosła i odpowiadasz za wiele rzeczy, czy Ci się to podoba czy nie. Na tym polega dojrzałość. 

Dziś starczy, w następnym artykule kolejne błędy komunikacyjne, gierki słowne i to, co dorosła kobieta biznesu nie powinna robić. Za to podpowiedzi, jak jest dojrzale, biznesowo i zrozumiale. 

Życzę Ci, byś komunikowała się dorosłym językiem, w taki sposób, by to co mówisz, było odbierane tak jak chcesz. 

Vika