Najlepszy sposób na radzenie sobie ze stresem.

style radzenia sobie ze stresem

Nie ma człowieka, który nie miałby problemów. Bywają większy i mniejsze problemy, ale każde z nich wywołują stres. Dzisiaj wezmę pod lupę 3 style radzenia sobie ze stresem. Zastanów się, który z nich reprezentujesz i na dłuższą metę czy jest to styl, który chcesz wykorzystywać w radzeniu sobie z problemami.

W moim otoczeniu jest cały wachlarz osób, które reprezentują wszystkie 3 style. Jednym z nich kieruję się sama, ciesze się jednak, że po wielu latach treningów i pracy nad sobą, wykorzystuję ten najbardziej korzystny.

Co to zatem za style?

skoncentrowany na unikaniu

  1. Nie ma tematu – nie ma problemu, czyli tak zwane zamiatanie pod dywan. 

Styl skoncentrowany na unikaniu cechuje ludzi wycofanych, którzy boją się brać odpowiedzialność za swoje życie. Zrobią wszystko, żeby uniknąć tematu problemu nie mówiąc już o jego rozwiązaniu. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego. To pies musi iść na długi spacer, to czas na drzemkę lub ulubiony serial. 

Takie unikanie nie prowadzi oczywiście do niczego dobrego. Problemy się nawarstwiają i chwilowa ulga wynikająca z unikania rozmów czy podejmowania prób rozwiązania problemu, zamienia się w duże napięcie. Trudno oczekiwać, że ktoś za nas rozwiąże nasze problemy. Czas nazwać problem po imieniu, a potem krok po kroku rozwiązać go. To jedyne słuszne wyjście z tej sytuacji.

Mój znajomy, który uległ poważnemu wypadkowi i od 2 lat boryka się ze sprawami sądowymi, które w końcu mają dać kres niesprawiedliwości, która go dosięgła, miał ostatnio wysłać jeden list do prokuratury. Stres jaki towarzyszy od 2 lat mojemu znajomemu jest tak duży, że robi wszystko, by unikać spraw związanych z sądem i prawem. Przez 2 tygodnie unikał wsadzenia listu do koperty i pójścia na pocztę. Zawsze było mu nie po drodze. Na pytania dotyczące, czy już wysłał list, reagował albo żartem, albo zmieniał temat, albo wręcz reagował agresją, że co się od niego chce. Ta dwutygodniowa zwłoka nie polepszyła w zupełności sytuacji znajomego. Nie przyspieszyła rozwiązania spraw sądowych, nie wpłynęła na szybsze przyznanie odszkodowania. Wręcz przeciwnie. Znajomy unikając pójścia na pocztę, tak naprawdę przez dwa tygodnie utrzymywał się w skrajnie wysokim poziomie stresu. Kiedy nabrał odwagi i poszedł wysłać list, odczuł prawdziwą ulgę.

Zastanów się czy Ty nie stosujesz stylu radzenia sobie ze stresem skoncentrowanego na unikaniu i co Ci to tak naprawdę daje? Odwlekanie nie prowadzi do niczego dobrego. Nagromadzone problemy z czasem mogą tak przytłoczyć, że rozwiązanie ich może przerosnąć nawet najsilniejszą osobę. Osoby unikające rozwiązywania problemów mają skłonności do nałogów.

Co możesz zrobić, by zacząć brać byka za rogi?

  1. Usiądź i zastanów się co jest problemem.

  2. Nazwij problem po imieniu.

  3. Znajdź narzędzia i osoby, które mogą pomóc Ci rozwiązać problem (razem łatwiej)

  4. Ustal plan działania – podziel zadania na małe, możliwe do przejścia kroczki

  5. Krok po kroku idź do wyznaczonego celu

  6. W chwilach zwątpienia odetchnij, poszukaj wsparcia u życzliwych osób i przypomnij sobie po co to robisz – by pozbyć się problemu, a problemy to nic fajnego 🙂

skoncentrowany na emocjach

2. Nikt mnie nie kocha i świat jest do dupy.

Styl skoncentrowany na emocjach polega na skupieniu się na przeżywanych emocjach, które najczęściej są po prostu nieprzyjemne. Raczej, gdy pojawia się problem pojawiają się tez złe emocje. Osoby wykazujący ten styl, jeśli w ogóle podejmą jakiekolwiek działanie, to będzie ono opierało się na emocjach. A jak dobrze wiesz, decyzje podejmowane pod wpływem emocji, nie są trafne. Emocje to zły doradca 🙁 Najczęściej dochodzi wyłącznie do użalania się nad sobą, poddaniu się złym emocjom i nie zrobieniu niczego, by zmienić sytuację. Problem sam się nie rozwiąże, a długie tkwienie w uczuciu żalu, straty, smutku nie prowadzi do niczego dobrego. Czas wziąć się w garść i złapać byka za rogi.

Mój znajomy bardzo nerwowo prowadzi auto. Często wychodzi na ostatnią chwilę z domu i trafiając na korki rzuca wściekle przekleństwami. Zdarzyło mu się kilka razy, pod wpływem wkurwu, wyciągnąć kierowcę, który trąbił z auta i wszcząć bójkę. O konsekwencjach nie ma co pisać 🙁 Rozwiązanie jego problemu jest proste. Wystarczy, że będzie wychodził z domu odpowiednio wcześniej i zaplanuje sobie drogę, unikając dużego natężenia ruchu i korków. 

Czasem poddanie się emocjom jest jak najbardziej wskazane. Szczególnie, gdy dosięga nas nieszczęście czy jakaś trauma i potrzeba najzwyklej w świecie czasu i odreagowania. Najprostszym przykładem jest żałoba. W tym przypadku styl skoncentrowany na emocjach będzie zbawienny. Niestety w większości przypadków samo użalanie się na sobie i widzenie świata w barwach czarno- białych nie ma sensu. Warto nauczyć się trzeciego stylu reagowania na stres, którego jestem przedstawicielką 🙂

zadaniowość (2)

3. Jest problem? No to dajesz!

Styl skoncentrowany na zadaniu polega na nazwaniu problemu po imieniu, bez owijania w bawełnę, poszukaniu metod i narzędzi potrzebnych do rozwiązania go oraz rozwiązaniu problemu zgodnie z planem działania. W większości przypadków styl ten daje najwięcej korzyści i sprawia, że problemy są rozwiązywane na bieżąco, a stres jest minimalizowany do maksimum. Ten styl jest w większości przypadków bardzo korzystny, bo pozwala od razy wziąć byka za rogi i rozprawić się z nim, a potem cieszyć się z rozwiązania stresującej sytuacji.

Prezentując ten styl natrafiam na problemy z nim związanymi w sytuacjach, gdy te wymagają ode mnie czekania, cierpliwości. Przeważnie niewiele mogę zdziałać sama, a wiele jest zależne od innych. Choćby pamiętny 2010 rok, gdy gastrolog wykryła w moim przełyku guz i pobrała próbkę do badań. Musiałam czekać 3 tygodnie na wyniki. To były najdłuższe 3 tygodnie w moim życiu i nic nie mogłam zrobić. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem było płynne przeskoczenie ze stylu skoncentrowanego na zadaniu na styl skoncentrowany na emocjach. Poddałam się strachowi, który był  naturalny w sytuacji, gdy wszyscy w rodzinie umierają na raka, a mi wykryto guz i jeszcze nie wiadomo co to za licho. Poddałam się smutkowi, samowspółczuciu, ale też nadziei. Wiadomo, że rak im szybciej wykryty tym lepiej i większe szanse na wyzdrowienie. Kiedy przyszły wyniki biopsji i okazało się, że mam nowotwór niezłośliwy i trzeba go wyciąć, znów przeskoczyłam na styl zadaniowy i uporałam się z guzem 🙂

Jaki styl reprezentujesz? Jakie korzyści z niego czerpiesz? W czym jest pomocny, a w czym utrudnia Ci życie? Podziel się swoją historią w komentarzu.