Biznes i małe dzieci – to niedorzeczne!- Magdalena Rolnik

Do artykułu nr 2 20.10.2015

Ty chcesz biznes prowadzić? A kto się dziećmi zajmie?

Bałaganu w domu nie ogarniasz a biznesu ci się zachciewa? Pozmywaj lepiej, bo ci gary ze zlewu wypadają.

Znaczy co? Tak se chcesz pisać bloga? To se pisz. Ale jaki biznes, o co ci chodzi?

Ale co? W internecie chcesz coś robić? Jak się firmę zakłada, to trzeba harować o rana do nocy a nie w komputerze klikać.

Wszystkie cytaty są autentyczne. Na szczęście – nie ja je usłyszałam. Bo ja już zdążyłam się nauczyć, że o moim biznesie rozmawiam tylko z mężem i wybranymi znajomymi. Mam od nich pełne wsparcie. A z resztą rodziny czy znajomych… no cóż – po prostu nie rozmawiam na ten temat. Zresztą – nikt mnie o nic nie pyta, bo pracuję wtedy, kiedy mam na to czas. A że oficjalnie jestem na urlopie wychowawczym, o czym wszyscy wiedzą, to nikt nie zadaje pytań o „normalną” pracę. W zasadzie to chyba mogę uznać, że mam szczęście, że nie muszę się tłumaczyć. Szkoda by mi było marnować energię.

Ale jak to tak naprawdę z tym biznesem jest? Kiedy zaczyna się biznes i czy można go połączyć z małymi dziećmi?

Rozmawiałam na ten nie tak dawno z różnymi kobietami. Dokładnie to na początku września postanowiłam dokładnie sprecyzować tematykę swojego bloga i przeprowadziłam badanie rynku. Rozmawiałam z kobietami, które mają w domu małe dzieci . Rozmawiałam z nimi o problemach z pracą, problemach z dziećmi, o wsparciu. Niektóre z nich już zajmują się swoim biznesem. Ale nie wszystkie. Wśród pozostałych, które „siedzą w domu z dziećmi” praktycznie wszystkie po cichu snują jakieś plany. Mają w swoich sercach takie malutkie marzenia, żeby robić „coś”.

Oczywiście – nie chcę tu umniejszać roli Mamy Wychowującej swoje dzieci ani Pani Domu. To nie o to chodzi. Osobiście uważam, że wychowanie małych ludzi na pewnych siebie i mądrych dorosłych jest ogromnym wyzwaniem wymagającym równie ogromnego wysiłku. Do tego – prowadzenie domu też nie jest takim tam sobie „sprzątaniem”.

Często kobiety, nawet całkiem nieświadomie, zarządzają domem lepiej niż niejeden prezes swoim przedsiębiorstwem.

Ale kiedy ma się w domu dwoje, czy troje małych dzieci i spędza się z nimi 24 godziny na dobę, to chciałoby się porobić coś innego. Niekoniecznie prasować czy froterować schody, ale robić bliżej nieokreślone „coś innego”. Jak to zrobić?

lipobranie

Pół biedy, jeśli taka mama mieszka w dużym mieście. Teoretycznie ma więcej możliwości. Teoretycznie ma szanse na państwowy żłobek. Teoretycznie, bo kiedy mój średni syn się urodził i zapisałam go na listę oczekujących do żłobka, to się nie doczekałam na miejsce. Kiedy się przeprowadzaliśmy (miał 19 miesięcy) był chyba 71 na liście dzieci oczekujących. Skreśliłam go z tej listy. Może dzięki temu inne dziecko miało troszkę większą szansę. Ale w różnych miastach jest z tym różnie, więc może gdzie indziej byłoby łatwiej.

Ale kiedy mieszka się na wsi – tak jak ja – i ma się w domu maluchy, to już jest trochę gorzej. Fakt – istnieje instytucja „Babcia”, ale nie każda mama, z przeróżnych powodów, może na pomoc babci liczyć.

Ustalmy więc, że mamy do czynienia z mamą, która sama zajmuje się swoimi dziećmi. Mąż jest w pracy od rana do wieczora. Albo za granicą. Dzieci są małe. Żłobek jest absolutnie nieosiągalny.

O jakim więc biznesie możemy mówić? To przecież niedorzeczne!

Wiem też, że są osoby, które z różnych powodów są zmuszone do rzucenia się na głęboką wodę. Np samotnie wychowują dzieci i nie mają dochodów. Nie mają alimentów, a zasiłek… no cóż – to tylko zasiłek, a nie pensja. Takie kobiety często sporo ryzykują, ale mają potężną motywację do osiągnięcia sukcesu. Dlatego często im wychodzi.

magdalenarolnikplsmile

Magdalena Rolnik

Ja jednak chciałabym się skupić na tych mamach, które mają źródło utrzymania, tylko np. uważają je za niedostateczne. Albo – tak jak ja – uważają, że każda kobieta powinna mieć swoje dochody. Choćby niewielkie, ale SWOJE. Mąż może zarabiać na dom, rachunki, kurtki dzieci itd., ale moja bielizna, moje waciki czy inne kosmetyki powinnam kupować za moje pieniądze. To daje mi komfort.

Czy takie kobiety jak ja, mogą myśleć o swoim biznesie?

Oczywiście, że mogą. Wcześniej pisałam, że kobiety z którymi rozmawiałam w głębi serca czują, że chcą robić „coś innego”. Ja też tak czułam. Najpierw dokładnie sprawdziłam co to ma być. Czym jest to „coś innego”. Potem użyłam głowy, żeby te ledwo wyciągnięte, jeszcze niesprecyzowane zalążki pomysłów z serca przeobrazić w biznes. Doprecyzowałam dokładnie czym chcę się zajmować. Ustaliłam kim mogą być moi klienci. Potem właśnie przeprowadziłam badanie rynku. Okazało się, że nie tędy droga. Zmodyfikowałam profil klienta. Znów przeprowadziłam badanie rynku. Napisałam biznesplan.

Mam swój biznes. Nie pierwszy. Ale zupełnie nowy.

Oczywiście – możesz mnie zapytać o to, dlaczego nazywam swoją pracę „biznesem”. Dlaczego w ogóle nazywam to co robię „pracą”. Przecież nie mam działalności gospodarczej. Mój blog jeszcze nie generuje dochodów. Nie sprzedaję swoich produktów. Po prostu „tak sobie” piszę i tyle. Utrzymuję się z innych źródeł. O jakim zatem biznesie jest mowa? Kim właściwie jestem, żeby nazywać siebie „biznesmamą”? Całkiem śmiało możesz mnie zapytać o to wprost. A wtedy wprost odpowiem Ci, że mój blog jest częścią mojego biznesu. Pisanie bloga traktuję w kategoriach zawodowych. Poza blogiem robię jeszcze inne rzeczy, które są częścią mojego biznesu. A wszystko po to, by pomagać innym. Z czasem założę działalność gospodarczą, będę generować dochody i płacić podatki. Ale to jest tylko jeden z etapów mojego biznesu, który już rozwijam, a który nie skończy się wraz z oficjalnym nadaniem numeru regon.

Bo biznes zaczyna się w Tobie!

Nie wraz z wizytą w urzędzie gminy, ale w momencie, kiedy podejmujesz świadomą decyzję, że chcesz robić biznes. Nie ważne jaki – tym zajmę się za tydzień. Ale kiedy Twoje serce, Twoja intuicja i Twój umysł zgodnie twierdzą, że to jest to, co chcesz i możesz robić – zaczynasz budowę swojego biznesu.

pasja

Magdalena Rolnik

To ile ta budowa potrwa, zależy od Ciebie. Specjaliści od takich działalności twierdzą, że jest to czas od sześciu miesięcy do dwóch lat. Różnie u różnych osób. Również w zależności od rodzaju działalności. I od wielu innych czynników. Mam czas na pracę bez dochodów. Na rozkręcenie biznesu.

I pamiętaj – wizyta w urzędzie i odebranie numeru regon jest już kolejnym etapem biznesu, a nie jego początkiem!

A o tym, że można pogodzić biznes z wychowywaniem dzieci, przekonała się już niejedna mama. Ja także wypracowałam swój system. Nie jest może idealny, ale w moich warunkach sprawdza się doskonale.

Jak ja pracuję nad swoim biznesem?

  • Przede wszystkim – mam ustalony, rutynowy plan dnia. To daje spore pole do manewru. Dzieci dzięki temu wstają o stałej porze (około 6:30) i kładą się spać również o stałej porze (młodsze zasypiają przed dwudziestą, a starszy później, ale on i tak już nie wychodzi ze swojego pokoju).
  • Ja z kolei wstaję o piątej rano. Dzięki temu mam czas na pracę. Pracuję w pełnym skupieniu, zazwyczaj odcięta od internetu (nie korzystam z Wi-Fi, dlatego po prostu odłączam kabel).
  • W ciągu dnia zdarzają się chwile, kiedy mogę wrócić do pracy na kilka – kilkanaście minut. Dlatego pracuję w jednym miejscu, zostawiam wszystko tak, żebym w każdej chwili mogła podejść do biurka i podjąć pracę dalej.
  • Przy biurku nie mam nic, co by mnie rozpraszało. Nie mam stosu dokumentów, na tablicy korkowej nie mam żadnych rachunków. W ogóle zresztą nie mam tablicy korkowej.
  • Mam za to zeszyt z pomysłami i planami ich wdrożenia, notatkami ze szkoleń, notes na nowe pomysły i ołówek.
  • Nie pracuję jednocześnie doglądając dzieci. Uważam, że dzieci zasługują na to, by poświęcić im całkowicie uwagę i kiedy się bawimy, nie mam włączonego telewizora, nie spoglądam jednym okiem na Facebooka, ani nie czytam maili.
  • Nie mam zainstalowanego facebooka ani poczty mailowej w telefonie. Nie mam potrzeby sprawdzania co chwilę kto wrzucił zdjęcie dziecka, a kto kotka. Na Facebooka wchodzę w określonym wcześniej czasie.
  • Wszelkie prace domowe – sprzątanie, zmywanie, gotowanie, wieszanie prania – robię z dziećmi. Wiem, sama zrobiłabym to kilka razy szybciej. Ale kiedy mam chwilę, w której mogę zrobić coś bez dzieci – wykorzystuję ją na biznes, a nie na zmywanie. I chociaż mam w zwyczaju, że zmywam na bieżąco, to jeśli najstarszy jest w szkole, najmłodsza ma drzemkę, a średni świetnie bawi się sam, albo też odpoczywa – zostawiam naczynia w zlewie i pędzę do komputera. Chociaż na kilka minut.
  • Każdy projekt najpierw rozbijam na maleńkie kroczki, które wykonuję po kolei. Dzięki temu nie marnuję czasu na zastanawianie się co robić – od razu siadam i robię.
  • Odpoczywam, mam swoje hobby. To też jest bardzo ważne. Przecież nie jestem robotem, czuję zmęczenie. Wtedy muszę się zregenerować. Dzieci mają tego świadomość. I dzięki temu wiedzą, że mama też potrzebuje czasu dla siebie.
  • Czasem pracuję wieczorem. Jednak wolę ten czas wykorzystać na czytanie, oglądanie czegoś wartościowego, szkolenie się lub po prostu – na spędzenie czasu z mężem. Albo z koleżankami.
  • Kładę się spać nie później niż o 22:30. Inaczej nigdy nie wstałabym o piątej, żeby pracować.
magdalenarolnikplzboze

Magdalena Rolnik

To są moje sposoby. Ale każda z mam prowadzących swój biznes jest inna. Każda rodzina jest inna. Każde dziecko jest inne. Są dzieci, które do czwartego roku życia potrzebują drzemki w ciągu dnia – wtedy mama ma zupełnie inny czas do zorganizowania. Są dzieci, które wstają o piątej, albo są i takie, które zasypiają po 21:00. Są mamy, których dzieci chodzą już do szkoły/przedszkola. Ale z racji tego, że po szkole i tak same zajmują się dziećmi nie mogą podjąć pracy na etacie. Albo mają za długą przerwę i potencjalni pracodawcy nie chcą z nimi rozmawiać.

Każda z tych mam ma szansę na swój biznes. Swój własny, niepowtarzalny, jedyny. Tylko musi dać sobie szansę. Pozwolić, by w sercu zakiełkował pomysł. Potem użyć głowy do opracowania go. Jeśli się nie uda – dać sobie kolejną szansę. Bo na taką szansę zasługuje.

W kolejnych tygodniach będę pisać o tym jak znaleźć swój pomysł na biznes, skoro wszystko już było. Gdzie szukać wsparcia dla siebie i swojego pomysłu? I jak podtrzymywać kontakty towarzyskie, kiedy nie można zostawić dzieci samych w domu? Udowodnię, że lokalny plac zabaw nie jest jedyną możliwością na rozmowy z innymi dorosłymi.

Jeśli jest jeszcze jakiś inny temat, o którym chciałabyś przeczytać, albo masz jakieś pytania – napisz śmiało w komentarzu. Chętnie odpowiem – po to tu jestem.

Magdalena Rolnik

Magdalena Rolnik

Kiedyś pracowałam w korporacjach w wielkim mieście. Jednak zorientowałam się, że to nie jest moje miejsce. Obecnie mam troje dzieci i mieszkam na wsi. Jestem blogerką. Pokazuję innym kobietom, że życie w zgodzie ze sobą przynosi wiele satysfakcji.